Foto eines Denkmals mit Kirchturm im Hintergrund

Trauerrede (polnisch) zu Joh 14, 1-6

14.03.2016

„Im Hause meines Vaters gibt es viele Wohnungen”


Przemówienie żałobne na podstawie Ewangelii św. Jana 14, 1-6 „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”

 

Zmarła Erna Vorndran

(10.07.2014r. Cmentarz w Schweinfurt)

 

(pieśń na otwarcie: GL 505, 1+3 i na zakończenie przemówienia 535, 1+2)

 

Szanowna rodzino Vorndran, krewni, przyjaciele i znajomi zmarłej.

 

Wasza Erna Vorndran teraz poszła do domu – do swojego ostatecznego już mieszkania. Jezus mówi w Ewangelii: „W domu Ojca mego jest wiele mieszkań”. Dla Erny Vorndran mieszkanie, dom, ognisko domowe zawsze odgrywały dużą rolę: najpierw marzeniem był domek weekendowy w Massbach, w którym odbywało się wiele uroczystości rodzinnych. Erna Vorndran miała dużą rodzinę: 4 dzieci, 6 wnuków i 1 prawnuk. Michael, 15-roczny chłopiec, miał w sercu Erny szczególne miejsce. Prawnuczek był dla niej eliksirem życia. Kiedy z nim rozmawiała, od razu się rozpromieniała i zmieniał się jej ton głosu. Z mężem, policjantem, Erna Vorndran mieszkała najpierw na wsi, do chwili gdy miejsce pracy jej męża rozstało rozwiązane. Wówczas przenieśli się do Schweinfurtu.

Jako pani domu i matka troszczyła się o wszystko. Nie miała ona pomocy dziadków, ponieważ nie mogli oni po prostu przyjechać z DDR. Troszczyła się o piękne i dobre ognisko domowe, o piękne dzieciństwo, mimo złych czasów, które jej rodzina wówczas musiała przeżywać. Jej dużym marzeniem było posiadanie własnego domu. Dlatego też pracowała m.in. w nocy w Sennfeld w fabryce ogórków, chociaż praca ta była dla niej bardzo wyczerpująca. Swoją pracą przyczyniała się do tego, że mogli zbudować własny dom. Erna Vorndran miała bardzo udane małżeństwo. Niestety jej mąż zachorował na demencję. Erna pielęgnowała go w domu bardzo troskliwie aż do chwili, kiedy nie było to możliwe. Potem dbała o to, by w Domu Opieki jej mąż mógł się czuć jak w domu. Tak było aż do jego śmierci.

Jej także nie była zaoszczędzona choroba: połamane kości, pobyty w szpitalach, rehabilitacja. Zawsze jednak na nowo stawała na nogi. Także rodzina byłą pozytywnie zaskakiwana, kiedy Erna np. znowu mogła chodzić przy pomocy chodzika.

Lecz potem nadszedł czas, że Erna nie mogła już zostać w swoim domu. Z ciężkim sercem opuściła swój dom i przeniosła się do Domu Opieki. Na początku było jej tam bardzo ciężko. Przeszła długi proces do chwili, by znów poczuć się jak w domu. W Domu Opieki miała wiele towarzystwa, brała udział w spotkaniach i imprezach, miała tak zapewnioną dobra opiekę. Była tam bardzo lubiana. Łzy żalu personelu mówią więcej niż słowa. Jej śmierć jest dużą stratą dla tego Domu Opieki.

Jedynie jedzenie jej tam nie smakowało, ponieważ sama byłą bardzo dobrą kucharką. Nie tak łatwo zdradzała tajemnice przepisu. Do centrum miasta wychodziła z rolatorem nie tylko po to, by coś zjeść, także wybierała się tam na zakupy i gdy udało się jej coś ładnego „złowić” – chwaliła się tym dumnie przed swoją rodziną.

Erna Vorndran zatem umiała wykorzystać centralne położenie swojego Domu Opieki. W jej rodzinnym domu nie byłoby to możliwe.

To był też powód, że z czasem zaakceptowała konieczność tej przeprowadzki. Przy końcu czuła się tam już bardzo dobrze i cieszyła się pozytywnymi stronami tego rozwiązania: „nie muszę się o nic troszczyć” – mówiła często, albo też – „tak dobrze jak teraz, jeszcze mi w moim życiu nie było”.

Zatem patrzyła pozytywnie na swoje życie. Przy tym do końca była sprawna psychicznie, chociaż fizycznie już podupadła.

W niedzielę córka zabrała ją do domu. Z powodu tego coniedzielnego obiadu w starym domu zawsze się cieszyła. Mówiła wtedy: „to jest nasz raj”. Córka pozostawiła w domu wszystko jak było dawniej, chociaż matka nie miała nic przeciwko zmianom. Córka zawsze miała dla niej czas.

Pielęgnowała najpierw Ernę w domu, potem troszczyła się o nią w Domu Opieki.

Erna Vorndran zawsze dbała o dobre domowe ognisko: dla rodziny na wsi, w domku weekendowym i w Schweinfurcie.

Także i w Domu Opieki pielęgnowała domowe ognisko: kwiaty z jej balkonu są teraz u sąsiadki i kwitną tam dalej, zapewniając dobre samopoczucie. 

Wygląd zewnętrzny także był dla Erny ważny. Byłą zawsze bardzo zadbaną kobietą, kładła nacisk na wygląd, fryzura i ubiór musiał być dokładnie przemyślany. Ulubiona sukienka, którą widzimy tu na zdjęcia, została jej ubrana też na tę ostatnią drogę…

Erna Vorndran przeżyła 89 lat. W jej długim życiu musiała zmierzyć się z wieloma nieszczęściami, które mężnie znosiła. Miała dobrą śmierć. Zasnęła łagodnie w jej ostatnim ziemskim mieszkaniu.

Była człowiekiem radosnym, jak też napisano w zawiadomieniu o jej śmierci: „zawsze gdy o Tobie opowiadamy, spadają promienie słońca w nasze dusze”. Ukoronowaniem jej życia była radość z wnuków i prawnuka. Teraz będzie spoczywać w grobie rodzinnym obok męża.

Teraz idzie do domu do niebieskiego mieszkania. Niech jej do tego mieszkania towarzyszą aniołowie, do jej wiecznej ojczyzny. W sobotę w rodzinnym weselu będzie ona brała udział i radowała się już z góry. Ponieważ wierzyła ona w Boga, teraz może być w domu niebieskiego Ojca.

 

Po minucie ciszy jako znak pamięci:

Pieśń: GL 510, 1+3

 

Referentka pastoralna

Maria Garsky